Już w najbliższy piątek 16.05 o godzinie 20:30 Jagiellonia zmierzy się we Wrocławiu z miejscowym Śląskiem w ramach przedostatniej kolejki „ekstraszkapy”.
„Przedostatniość” tej kolejki wynika nie tylko z faktu, iż za tydzień zobaczymy ostatnie mecze w bieżącym sezonie. Otóż w przypadku miejscowego zespołu określenie to ma głębszy sens. Śląsk bowiem po siedemnastu sezonach spędzonych nieprzerwanie na najwyższym szczeblu rozgrywek w kraju nad Wisłą mówi pozostałym zespołom, że zacytuję lokalną bohaterkę śp. Halinkę Kiepską - „arrivederci Roma”!
Jadąc dalej klasykiem napiszę, że „nie kcem, ale muszem” przypomnieć bardziej wesołe dla wrocławian czasy. Dotychczas spotkaliśmy się z „Kapibarojadami”* aż 51 razy - i nie ukrywam, że całe szczęście - przez jakiś czas od tych pojedynków, z wiadomego względu, odetchniemy! Ale historię podsumować trzeba. Tak więc piątkowi gospodarze byli górą w osiemnastu spotkaniach, w szesnastu meczach był remis, a siedemnaście razy wygrała "Jaga". Bilans bramkowy to 74:68 dla Śląska.
Ostatnie spotkanie Jagiellonii z „Maliniakami” miało miejsce 22 listopada ubiegłego roku w Białymstoku i zakończyło się, nie ma co tu ukrywać, sensacyjnym remisem 2:2. Bramki w tym spotkaniu dla przyjezdnych zdobyli Hiszpan Arnau Ortiz i Jakub Jezierski (syn byłego zawodnika „Jagi” Remka Jezierskiego), a dla „Żółto-Czerwonych” Lamine Diaby-Fadiga (jak dotychczas było to ostatnie trafienie Francuza w „ekstraszkapie”) i Jesus Imaz. Byliśmy w tym meczu cholernie blisko wygranej, bo gol wyrównujący dla Śląska padł w 88. minucie. Choć trzeba lojalnie przyznać, że przyjezdni narobili nam wówczas naprawdę solidnych kłopotów, gdyż rozegrali przeciwko Jagiellonii chyba swój najlepszy mecz jesienią. Więc skoro w poprzedniej rundzie już się tak popisali, a w finalnym rezultacie i tak g… im to dało, to proponuję w trosce o ich zdrowie, aby w najbliższym spotkaniu już sobie odpuścili...
We wspomnianym spotkaniu w jagiellońskich szeregach zabrakło pauzujących za żółte kartki Michala Sacka i Afimico Pululu, zaś absencję Tarasa Romanchuka wymusiła kontuzja. W piątek we Wrocławiu z tej trójki zobaczymy na placu zapewne tylko Afiego. Pozostała dwójka znowu będzie pauzować.
Ogólnie trzeba przyznać, że sytuacja kadrowa „Jagi” jest hmmm… jak to dyplomatycznie ująć? Średnia? Nie, średnia/tragiczna! Idąc od „tyłu” to we Wrocławiu nie zobaczymy w żółto-czerwonych szeregach wspomnianego kontuzjowanego Michala Sacka i Enzo Ebosse, być może Diegueza wracającego dopiero po urazie i Norberta Wojtuszka, który „wykartkował” się w heroicznym boju pod „Bright Mountain” w poprzedniej kolejce. W środku pola, jak donosi Jurek Kułakowski z „Radia Białystok” (choć byli tacy w naszej redakcji co to chcieli Go w zapodaniu tej informacji ubiec!) zabraknie kontuzjowanego Tarasa Romanczuka. Całe szczęście, że po przerwie spowodowanej urazem do składu wrócił Leon Flach. Tragicznie wręcz przedstawia się sytuacja na skrzydłach gdzie kontuzjowany jest Darko Churlinov, w Częstochowie boisko opuścić musiał Oskar Pietuszewski. Na szpicy brak jest natomiast zmiennika dla ledwie zipiącego Pululu, gdyż „Diabeł” Fadiga został „połamany” przez bramkarza Górnika Zabrze i Jego występ także stoi pod wielkim znakiem zapytania. W meczu rezerw po „kulasach” dostał nawet nasz trzeci napastnik, Alan Rybak.
O składzie gospodarzy nie chce mi się pisać, bo po co przyzwyczajać się do nazwisk, które zapewne wkrótce rozpełzną się po innych krajowych i zagranicznych drużynach? Jeden „ananas” sabotuje już nawet grę od dobrych kilku miesięcy, aby uniknąć automatycznego przedłużenia kontraktu! Wiele to świadczy o panujących w „Breslau” nastrojach... Nie twierdzę, że nie ma we Wrocławiu jakości, ale jest to jakość, która właśnie spuściła ten klub do I ligi!
Ja jestem jednak pewien, że Trener Adrian jakoś te nasze poobijane jagiellońskie „klocki” poukłada, bo wbrew pozorom waga piątkowego spotkania w stolicy Dolnego Śląska jest ogromna! O tym, że Jagiellonia nie jest jeszcze pewna zajęcia III miejsca na finiszu „ekstraklapy” i udziału w przyszłym sezonie w europejskich pucharach nikomu chyba nie trzeba przypominać. Natomiast w przypadku „Kapibarojadów” będzie to pożegnalna uroczystość, upppsss… Sorry, mecz przed własną publicznością przed kolejnym sezonem. Podczas którego zespół ten znajdzie się tam gdzie powinien być już od kilka lat, czyli w I lidze. Dlaczego tak piszę? Bo uważam, że dość jest w naszej lidze drużyn żerujących na miejskiej lub państwowej kasie, a modelowym przykładem takiego klubu jest właśnie Śląsk Wrocław. Zespół, który przez ostatnie 3 sezony dwukrotnie ledwie uniknął spadku, a w trzecim (ostatnim) liga o mały włos uniknęła zajęcia przez niego I miejsca! Na szczęście ligę wybawiła z tej opresji Jagiellonia. Wszyscy więc powinni być nam wdzięczni!
W związku z tym mam nadzieję, że aby we Wrocławiu nie zepsuć podniosłej pożegnalnej atmosfery i nie zakłócić powagi uroczystości pogrze… sorry pożegnalnej, Nasz Zespół pomimo dręczących Go kłopotów kadrowych stanie na wysokości zadania i „Maliniakom” z wielką pompą i podniosłością będzie można po spotkaniu odebrać marsz pogrzebowy. Przecież wszyscy miejscowi kibice mają pojawić się na „Velvet Arena” (nazwa stadionu od kształtu przypominającego rolkę „srajtaśmy”) ubrani na czarno. Jagiellonio, nie zepsuj im tego święta!
Fox
*Kapibara – największy gryzoń z rodzaju ssaków z rodziny kapibar (Hydrochoerinae) w obrębie rodziny kawiowatych (Caviidae). Zamieszkuje obszar Ameryki Środkowej i Południowej. Długość ciała (bez ogona) 1025–1340 mm, długość ogona 10–20 mm, długość tylnej stopy 200–250 mm, długość ucha 60–70 mm; masa ciała 35–65 kg. Jest roślinożernym zwierzęciem wodno-lądowym. Organizacje zajmujące się ochroną praw zwierząt raportowały ostatnio, iż przebywające we wrocławskim ZOO kapibary nie otrzymują należytych porcji pożywienia, co związane jest zapewne z przeznaczaniem przez ogród środków fajnajsowych (a być może i paszy) na wsparcie WKS Śląsk Wrocław. Stąd też jego potoczna nazwa „Kapibarojady” ;-).