Rok 2026 rozpoczął się z wielkim hukiem. Oskar Pietuszewski, siedemnastoletni piłkarz Jagiellonii, na zasadzie transferu definitywnego przeniósł się do portugalskiego FC Porto. Jest to rekordowy transfer wychodzący z naszego klubu i jeden z największych w historii Ekstraklasy.
Zgodnie z informacjami, jakie musiał podać portugalski klub, kwota transferu to 10 milionów euro (z bonusami), ustalona została kwota odstępnego na poziomie 60 milionów euro, a dodatkowo Jagiellonia zagwarantowała sobie 10% od kolejnego transferu Oskara.
Z naszej strony wielkie gratulacje dla zespołu Łukasza Masłowskiego za doprowadzenie transferu do końca. Kawał dobrej i pożytecznej roboty. Zdajemy sobie sprawę, ile to wymagało zachodu, pracy, nerwów i poświęcenia. Dziękujemy!
O tym już dzisiaj pisaliśmy, ale w mediach – a szczególnie na portalu X (dawniej Twitter) – rozgorzała dyskusja. Dyskusja na temat tego, jak klub mógł dopuścić do tak rażąco niskiej kwoty transferu. Każdy ma prawo do swojego zdania i do zadowolenia z danej sytuacji bądź nie. Tym bardziej należy usystematyzować argumenty za tym, jak wielkim sukcesem z punktu widzenia Jagiellonii jest ten transfer i na ile jest to ruch przemyślany – zarówno ze strony zawodnika, menedżera, jak i polityki osobowej klubu.
Poniżej historia transferowa Jagiellonii, Lecha i Legii w trzech obrazach. Założyłem 10 najdroższych transferów. Z poniższych obrazów wynika jedno: transfer Oskara jest jednym z najwyższych transferów w Ekstraklasie. Większe lub równe pieniądze trafiły do Lecha za Kamińskiego i Modera, do Legii za Muciego oraz do Pogoni za Kozłowskiego:



Zapewne jako argument będę w stanie przeczytać: „ale nie ma rekordu, a to transfer największego talentu od lat”. Możliwe, ale w dalszym ciągu – mimo mojej ogromnej sympatii do Oskara – to nadal kupowanie potencjału, bo liczby nie powalają.
Oskar zagrał niespełna dwa sezony w Jagiellonii. W ubiegłym sezonie zanotował łącznie 28 występów, z czego: 15 występów w ESA (1 gol i 1 asysta), 4 w LKE, 2 w Pucharze Polski, 1 w kwalifikacjach Ligi Europy, 1 w Superpucharze, 4 w CLJ (2 bramki) i 1 w III lidze. Łącznie 905 minut. W bieżącym sezonie Oskar zagrał w 33 meczach, z czego 17 w lidze (3 gole i 2 asysty), 6 w eliminacjach LKE i 6 w LKE oraz 2 w Pucharze Polski. Łącznie rozegrał 2106 minut.
Podsumowując: Oskar mimo młodego wieku rozegrał 61 spotkań w Jagiellonii, strzelił 6 goli, miał 4 asysty i spędził na boisku łącznie 3011 minut. Do tego dodajmy wejście z przytupem do kadry U-21, gdzie w 6 meczach strzelił 4 bramki i miał 2 asysty. Owszem, Oskar to młody, przebojowy zawodnik – zawzięty i waleczny. Niemniej jednak nie zrobił kolosalnych liczb. Nie łudźmy się, że jest inaczej.
Na podstawie tych danych widać jedno: Jagiellonia nie ma tak dobrej historii jak pozostałe przywołane kluby, nie ma na swoim koncie podobnej historii transferowej, a mimo tego umiała dokonać takiego transferu. Ktoś powie: „kupili potencjał”. Tak, zgadzam się i uważam, że to jasna sprawa. Jednak potencjał nie oznacza gwarancji. Lech też sprzedawał Lewandowskiego za mniej więcej połowę tej kwoty, a dzisiaj gdzie go widzimy i jak potoczyła się jego kariera? Kacper Kozłowski zginął w piłkarskim niebycie. Nie ma reguły w tym temacie.
Do tego pamiętać należy, że Oskar jest po bardzo poważnej kontuzji – zerwaniu więzadeł. Myślicie, że płacący takie pieniądze o tym nie wiedzieli i nie grali tą kartą na obniżenie ceny?
Skąd zatem część komentujących w tak nachalny sposób pokazuje, że to porażka, a nie sukces? Z prostej przyczyny. Od niemal roku w mediach nakręciła się moda na Oskara: że młody, że utalentowany, że się nie boi. Cukiereczki, całuski, ciasteczka. Lubowały się w tym media ogólnopolskie – z czegoś muszą żyć – a telewizja, która pokazuje rozgrywki, musi mieć swoje gwiazdy. I tak też było tutaj: wykreowano nową gwiazdę. Do tego wszelkiego rodzaju portale transferowe, sezon ogórkowy i – jak to na wsi – „on wart 2, on wart 5, on wart 50” i tak dalej. Zrobiono z zawodnika takiego indyka przed Świętem Dziękczynienia. I tak: te insynuacje pokazały, że znaczna część społeczności skupionej wokół mediów Jagiellonii jest w stanie się na to nabrać. Na piękne słówka, głaskanie, bo fajnie, że „naszego” pokazują.
Ręce opadają jak czyta się poniższe komentarze:





Tak, fajnie – ale to jest gra, żebyście oglądali tę ligę, przychodzili na stadion i rozmawiali. Do tego setki wypowiedzi, gierek itd. Czy to jest równorzędne z wartością piłkarza? Nie. Ile wypowiedzi Łukasza Masłowskiego słyszeliście w kwestii transferu Oskara? Ile jest jasnych deklaracji?
I przechodzimy do sedna – do negocjacji. Tu są dwie kotwice: jedna sprzedającego, druga kupującego. Negocjacje albo się nie udają, bo oczekiwania są znacząco rozbieżne i nie do pogodzenia, albo obie strony przechodzą do szczegółów. Tak też było i tym razem. Zawodnik szybko ustalił swoją dolę, a kluby – klasycznie – prowadziły rozmowy. Klasycznie pojawił się kryzys, kiedy doszło do zerwania negocjacji. Klasycznie powrócono do nich i doszło do szybkiego uzgodnienia transakcji końcowej.
Czy Jagiellonia mogła uzyskać więcej? Może i mogła. Nie wiem i zapewne się nie dowiemy. Czy Jagiellonia sprzedała swój największy obecnie talent? Tak. Czy Jagiellonia pobiła swój rekord transferowy? Tak – i to minimalnie ponad dwukrotnie. Czy Jagiellonia buduje markę transferową w Europie? Oczywiście. Czy transfer młodego, utalentowanego zawodnika do klubu, gdzie raczej na pewno dostanie szansę gry, zrobi wrażenie na innych młodych, którzy będą tu chcieli grać? Bezapelacyjnie. Czy Jagiellonia będzie z tego korzystać? Oczywiście – i niemal pewny jestem, że niedługo mogą pojawić się oferty na kolejnych młodych zawodników. Czy wobec tego będzie prościej pozyskać młodego, utalentowanego zawodnika? Tu chyba też nie muszę nikogo przekonywać.
W związku z tym zaakceptujcie sukces. Cieszcie się i pracujmy wszyscy dalej, aby kolejne podobne transfery spotykały nas jak najczęściej. Zastanówcie się dwa, a nawet trzy razy, co i jak piszecie. Bo najwięcej do powiedzenia dzisiaj mają ci, którzy nawet u Turka na targu nie umieliby się targować o cenę podrobionego zegarka Omegi. Łatwo się liczy cudze pieniądze i łatwo negocjuje z kanapy. Pytanie, ilu z zarzucających klubowi zaniżenie ceny robiło to kiedykolwiek w rzeczywistości.
Mógłbym pisać więcej, ale i tak pewnie nikt nie będzie dłużej czytać. Szanujmy to, co mamy, i czekajmy na transfery do klubu – a szczególnie, jak kolega Tomek pisał, na skrzydła!
Dobrego dnia.