Napisać, że atmosfera na trybunach podczas sobotniego wyjazdowego meczu Jagiellonii w Łodzi z tamtejszym Widzewem była gorąca, to jakby nic nie napisać.
Wiadomo, jaka była dla obu drużyn stawka meczu. „Jaga” musiała wygrać, aby nie stracić dystansu do Górnika Zabrze, który kilka chwil wcześniej rozstrzygnął na swoją korzyść spotkanie z Piastem Gliwice. Dotyczyło to także reszty czołówki „ekstraszkapy”. Po prostu zbyt wiele natraciliśmy głupio punktów jesienią i margines błędu przy tak spłaszczonej tabeli jest minimalny! Miejscowi? Wiadomo — wpompowali w swój zespół podczas dwóch ostatnich okienek transferowych około 22 miliony euro i każdy widzewski kibic, który w sobotę pojawił się przy al. Piłsudskiego 138, nie dopuszczał nawet myśli o niepowodzeniu swoich pupili.
Od dwóch lat relacje kibicowskie pomiędzy nami a łódzką ekipą należą do, nazwijmy to dyplomatycznie, tych z gatunku raczej napiętych. Nie brakowało przeto na trybunach wzajemnych „uprzejmości” i wypominania mało chlubnego pochodzenia matek piłkarzy, kibiców przeciwnej drużyny, działaczy i wszystkiego, co zaczynało się na literkę „w” lub „j”. W zależności oczywiście od tego, która strona przyśpiewkę intonowała. Było gorąco, ale przecież to nic nowego. Ba, bywają stadiony (szczególnie taki jeden przy ulicy jakoś tak z toaletą nazwą powiązanej), gdzie słowna „rąbanka” jest jeszcze intensywniejsza niż w sobotni wieczór.
Czyli już ustaliliśmy, że kibicowsko było „gorąco”. I zapewne z troski o to, by fanom Jagiellonii z tego gorąca nie przytrafiła się jakaś krzywda, miejscowe służby porządkowe (piszę to eufemistycznie, ale wiadomo, że chodzi o milicję) postanowiły lekko nas po emocjach związanych z meczem ochłodzić! Dla osób niezorientowanych przypomnę, że w czasie rozgrywania spotkania temperatura na zewnątrz (a trybuny znajdują się dziwnym trafem na zewnątrz) ocierała się o -10 st. C. Odczuwalna temperatura wynosiła zaś około minus dwadzieścia stopni Celsjusza!!! I w takich oto pięknych okolicznościach przyrody niewątpliwie stróże (bez)praw(i)a zaanonsowali pod koniec spotkania, iż mamy pozostać na trybunach przez godzinę. Po dwóch godzinach spędzonych na dopingowaniu swojej Drużyny podczas meczu! Czyli razem miały to być godziny trzy.
Było zimno potwornie. Miejscowym skończyła się darmowa herbata i zaczęli ją „żenić” w punktach gastronomicznych po 10 PLN — zapewne z zemsty za mało korzystny wynik meczu. Sam widziałem piwo zamarzające w kubkach! Ludzie chowali się w przejściach pod trybunami, jakichś korytarzach i inszych miejscach, gdzie normalnie nikt by nie chciał z własnej nieprzymuszonej woli przebywać. A była nas zacna „gromadka”, bo ponad 900 głów!
Po godzinie część naiwniaków udała się pod bramy, aby wreszcie móc ruszyć do cieplutkich przedziałów w pociągu specjalnym. Ale tu czekała na nich sroga niespodzianka. Otóż okazało się, że spiker oznajmiający potrzebę godzinnego pozostania na stadionie po meczu… żartował! On miał takie poczucie humoru! Do spółki z dowództwem wspomnianych stróżów. Otóż, aby nie trzymać Was, drodzy Czytelnicy, w niepewności, powiem, że czekaliśmy na otwarcie bram… jeszcze kolejną godzinę! Przy odczuwalnej temperaturze minus dwadzieścia stopni Celsjusza!!! Jakimi „względami bezpieczeństwa” można uzasadnić takie „bezmózgowie” i znęcanie się nad innymi ludźmi?! Zwłaszcza że dworzec kolejowy z kilkoma torami i peronami umożliwiającymi bezstresowe podstawienie pociągu i wpuszczenie do niego zamarzających Kibiców znajduje się kilkaset metrów od stadionu Widzewa! Odpowiem — nie, nie można uzasadnić! To jest zwykła granda i brak wyobraźni u osób kierujących tą akcją. Przy okazji od obsługi pociągu dowiedzieliśmy się, że oni mogli podstawić go w każdej chwili. W każdej… bananej chwili z tych dwóch godzin, podczas których Kibice Jagiellonii zamarzali na kość w betonach pobliskiego stadionu!
Piszę ten tekst, bo zwyczajnie mam dość traktowania nas, Kibiców, jak bydła przez ludzi, którzy nie mają zielonego pojęcia o swojej pracy! Nie mam najmniejszej wątpliwości, że podobne sytuacje mają miejsce także na innych stadionach i stają się doświadczeniem fanów innych drużyn. Piłkarskie media rozgrzewała w ostatnich dniach dyskusja na temat szkodliwości gry przy tak niskich temperaturach. Tyle tylko, że piłkarze grają 2 × 45 minut, a my kibice zmuszeni jesteśmy do „kiblowania” na stadionach, bez jakiejkolwiek możliwości ogrzania się, przez dwie godziny meczu i — jak się teraz okazuje — kilka godzin po nim!
Kiedyś moja szwagierka słyszała przez CB-radio wymianę zdań pomiędzy kierowcami tirów. W pewnej chwili jeden z nich, wyraźnie zirytowany, zapytał rozmówcę, ile jego matka musiała napchać śniegu w… wiadomo co, aby urodzić takiego bałwana? Ja pytanie to kieruję w stronę osobników znęcających się na stadionach nad kibicami przyjezdnymi. Jesteście BAŁWANY! Tak, na pewno jesteście, bo wydaje się wam, że skoro wam zimno nie jest, to nikt zimna odczuwać nie powinien. Szczęśliwie niedługo nadejdzie wiosna i stopniejecie :-). Czego wszystkim Kibicom życzę.
Fox