Przed pierwszym gwizdkiem sędziego Pawła Malca, zgromadzeni na kieleckim stadionie kibice uczcili minutą ciszy pamięć śp. Jacka Magierę. Od samego początku spotkania brakowało większych emocji, a obie drużyny miały spore problemy z kreowaniem klarownych sytuacji, grając dość zachowawczo. Mecz rozkręcił się na dobre dopiero po dwudziestu minutach. W 22. minucie gospodarze objęli prowadzenie Abramowicz odbił jeszcze uderzenie Pięczka, ale wobec dobitki z najbliższej odległości Martina Remacle'a był już bezradny. Jagiellonia zdołała jednak szybko odpowiedzieć. Zaledwie sześć minut później pechowy strzelec bramki dla Korony zagrał piłkę ręką we własnym polu karnym, a jedenastkę na gola zamienił Afimico Pululu, pewnie pokonując rzucającego się w dobry róg Dziekońskiego. Chwilę po wyrównaniu na murawie zaczęło mocno iskrzyć, co poskutkowało żółtymi kartkami dla Jacka Zielińskiego oraz Tarasa Romanczuka, który bardzo nerwowo reagował na decyzje arbitra. W 35. minucie gospodarze trafili do siatki po raz drugi, ale na nasze szczęście po analizie VAR gol został anulowany z powodu spalonego. Przed przerwą niezłą okazję miał jeszcze Szmyt, jednak uderzył prosto w bramkarza i do szatni obie ekipy schodziły przy remisie.
Na drugą połowę oba zespoły wyszły bez zmian w składach. Jagiellonia od wznowienia gry próbowała przejąć inicjatywę i mocniej zaatakować, ale nasze ataki wyglądały niezwykle jednostajnie, a kielecka defensywa radziła sobie z nimi bez najmniejszego problemu. Korona za to potrafiła odpowiedzieć groźnym atakiem w 65. minucie Błanik z łatwością oszukał naszą defensywę, lecz na szczęście beznadziejnie przestrzelił, mając przed sobą niemal czystą pozycję. Jagiellonię stać było w zasadzie tylko na zablokowany strzał Davidovicia oraz uderzenie Romanczuka z 73. minuty, z którym skutecznie poradził sobie Dziekoński. Widząc marazm na boisku, trener Siemieniec zaczął reagować zmianami. Na murawie zameldowali się Bazdar i Drachal (za Pululu i Szmyta), a chwilę później Wojtuszek, Zalewski oraz ostatecznie Lozano. Niestety, wprowadzane roszady mimo większej intensywności nie przyniosły żadnego efektu. Gra była rwana, chaotyczna, a doliczone przez sędziego trzy minuty niczego już nie zmieniły.
Remis w Kielcach to niestety kolejny bolesny dowód na to, że Jagiellonia od dłuższego czasu znajduje się w głębokim kryzysie. Zamiast wykorzystać potknięcia rywali i doskoczyć do lidera z Poznania, zespół po raz kolejny gubi cenne punkty z drużyną, która broni się przed strefą spadkową (chociaż patrząc na aktualny sezon można powiedzieć, że walczą o mistrza). Nasza gra ofensywna wygląda po prostu tragicznie jest wolna, niezwykle przewidywalna i pozbawiona jakiegokolwiek polotu czy pomysłu. Zmiennicy, którzy pojawili się na boisku w drugiej połowie, nie wnieśli do obrazu gry absolutnie nic, a forma kluczowych zawodników z rundy jesiennej to obecnie tylko melodia przeszłości. Patrząc na to, jak potwornie męczymy się na boisku z przeciętnymi ligowcami, marzenia o wyprzedzeniu Lecha stają się mrzonką. Jeśli sztab szkoleniowy błyskawicznie nie znajdzie lekarstwa na tę powszechną niemoc, z taką grą zaraz wypadniemy nie tylko z walki o mistrzostwo, ale i o ligowe podium w ogóle. Czas uderzyć się w pierś, bo na to po prostu nie da się już patrzeć.
Korona Kielce - Jagiellonia Białystok 1:1 (1:1)
Korona Kielce:
Dziekoński - Rubezic, Resta, Pięczek - Ługosz, Remacle (76.Gustafson), Svetlin, Matuszewski - Davidovic (82.Antonin), Błanik (82.Cebula) - Stępiński (90.Nikołow)
Jagiellonia Białystok:
Abramowicz - Pozo (79.Wojtuszek), Vital, Pelmard, Montoia - Romanczuk - Leiva, Mazurek (85.Lozano), Imaz (79.Zalewski), Szmyt (74.Drachal) - Pululu (74.Bazdar)
Sędzia główny: Paweł Malec (Łódź)
Widzów: 11.652
Autor: Snara
1:1
-:-