Dość wspomnieć, iż w pamiętnym sezonie 2023-2024 dostaliśmy w „papę” od częstochowskiej „Medaliki” 0:3, a rok temu na własnym stadionie „Jaga” została jeszcze bardziej sponiewierana przez przepotężny Bruk Bet z Niecieczy 0:4. Dodatkowy niepokój wśród kibiców wzbudzały zwycięstw naszych Ulubieńców w przedsezonowych sparingach ;-). Bo przecież zazwyczaj gdy przed sezonem zbieraliśmy w przysłowiowy „cymbał” to w ligowych rozgrywkach odbijaliśmy to sobie z nawiązką! Nie wspomnę już nawet o gigantycznych wręcz ubytkach w szeregach Jagiellonii, bo o mizerii trwającego okienka transferowego w Białymstoku napisano już chyba wszystko.
Jednym słowem powodów do optymizmu przed sobotnim spotkaniem było niewiele. Dodatkowo do Białegostoku zjechała Korona Kielce, uważana jest za drużynę, która dokonała latem kilku naprawdę ciekawych wzmocnień. Wspomnę jedynie Patrika Hellebranda wykupionego z Zabrza za 1,7 mln „jurków”, Kamila Jakubczyka z Arki za 1 mln Euro, czy Ariela Mosóra z Częstochowy za 0,5 mln. W Kielcach otwarcie mówi się zresztą, że „Scyzory” chcą w bieżących rozgrywkach powalczyć o coś więcej niż ligowy byt. I początek meczu pokazał, że chyba coś w tych deklaracjach jest! Koroniarze operowali piłką szybciej, dokładniej i ogólnie sprawiali lepsze wrażenie niż zawodnicy „Jagi”. Dość powiedzieć, że po pierwszej połowie bilans strzałów wynosił 11:1 na korzyść drużyny z Kielc. Nie była to jakaś przygniatająca przewaga gości, ale naprawdę ciężko było w tym okresie znaleźć w grze „Jagi” jakieś pozytywy. Można natomiast wspomnieć o kilku negatywach. Przede wszystkim zawiódł na całej linii Dawid Drachal, który miał w środku pola odpowiadać za kreację naszej gry ofensywnej. Wspomniany bilans uderzeń na bramkę najdobitniej pokazuje jak mu to kreowanie szło. Z I połowy meczu zapamiętałem jedynie uderzenie głową Kajetana Szmyta po podaniu bodajże Jóźwiaka. Ale wracajmy do minusów. Kolejnym była gra naszego „Józefa Siły”, czyli Youssufa Sylli. Nie tylko nie trafił w piłkę po znakomitym podaniu Imaza z prawego skrzydła, ale raził ogólnym niechlujstwem w grze. Trzeba mu jednak oddać, że wraz z upływającymi minutami gra „Józefa” zaczęła wyglądać coraz lepiej w związku z tym nagroda za największego „badziewiaka” meczu nie trafiła w jego ręce, a zasiliła konto Drachala. A przy okazji – jego wymiana za Lamina Diaby-Fadigę na linii „Jaga” – „Medalika” której pomysłodawcą był ślicznie pożegnany przed sobotnim meczem Dyrektora „Masłowy” raczej nie będzie wysoko figurowała w CV naszego byłego dyrektora…
Inną irytującą kwestią było wyprowadzanie piłki spod naszej bramki. Pomijając już fakt, iż kilka razy idiotycznie straciliśmy posiadanie futbolówki podając ją w poprzek boiska i bardziej ogarnięty piłkarsko przeciwnik coś by z tego mógł ugrać, to o swędzenie wszelkich części ciała przyprawiało mnie dreptanie naszych stoperów. Zamiast uruchamiać akcje podaniami do skrzydłowych czy środkowych pomocników niemal każde wyjście z piłką do przodu kończyło się panicznym rozglądaniem się na lewo i prawo i w rezultacie podaniem do tyłu. A przecież zarówno Vital jak i Kobayashi przyzwyczaili nas do tego, że potrafią uruchomić atak długim progresywnym podaniem. Trudno, może trzymają tą część repertuaru swoich zagrań na dalszą część sezonu... Aby jednak nie było, że się do naszej linii obrony wyłącznie „przystosunkowuję”! Ogólnie defensywa „Jagi” zagrała dobrze, jak nie bardzo dobrze jeśli chodzi o realizację zadań defensywnych. Sławek Abramowicz nie musiał praktycznie wznosić się na wyżyny swoich umiejętności bramkarskich, bo strzały „Koroniarzy” oddawane były z nie przygotowanych pozycji, co z kolei było wynikiem dobrej postawy naszych defensorów. Nawet „pierdyliard” rzutów rożnych i wyrzutów piłki z autu na wysokości pola karnego nie przyniosło praktycznie jakiegokolwiek zagrożenia pod naszą bramką.
Ale skoro w naszej ofensywie było tak źle to dlaczego „Jaga” mecz z Koroną wygrała? Odpowiedź jest krótka – zmiennicy. Naprawdę nie rozumiem jak można grać Dawidem Drachalem, kiedy na ławce ma się Sergio Lozano? Hiszpan zaraz po wejściu na plac gry rozpoczął ostrzeliwywanie bramki „Scyzorów”, co zaowocowało zmianą tak wstydliwego bilansu uderzeń. Po jego zagraniu gola zdobył też w 89 minucie nasz nowy napastnik Nik Prelec. Muszę zaznaczyć, iż zaliczył on naprawdę solidne zawody i być może wkrótce przestaniemy tęsknić za Pululu. Kolejnym zawodnikiem przy nazwisku którego należy postawić duży plus to Rodrigo Conceicao. Portugalczyk pokazał się jako piłkarz lubiący futbolówkę i wiedzący co z nią zrobić! Może i mało tych transferów „Jaga” dotychczas zrobiła, ale zawodnicy którzy pokazali się na placu gry „obronili się” w całości!
Ogólnie, czym dłużej trwał mecz, tym lepiej prezentowała się Jagiellonia. Miejmy nadzieję, że tendencja ta przeniesie się na cały sezon i w kolejnych spotkaniach będziemy oglądali nasz Zespół gniotący przeciwników tak jak to miało miejsce w ostatnich 30-u minutach sobotniego meczu. Do boju moja Jagiellonio!
Fox
1:0
-:-