Drużyna naszych rywali ma historię dość krótką, ale bardzo skomplikowaną. Jej nazwa nawiązuje do świętej dla Ormian góry – Araratu – symbolu ich państwowości i wielkości ich państwa w przeszłości. W wyniku bardzo skomplikowanej i krwawej historii dziś leży on po tureckiej stronie granicy, ale widoczny jest w stolicy Armenii, Erywaniu.
Rok 2017 – w stolicy Armenii powstaje drużyna Awan – Akademia, która przystąpiła do rozgrywek na II poziomie rozgrywkowym. Zespół początkowo miał reprezentować wychowanków Erywańskiej Akademii Piłkarskiej. W tym samym czasie powstaje w stolicy Rosji zespół Ararat Moskwa, pomyślany jako zespół reprezentujący mniejszość ormiańską. I zaczyna rozgrywki na poziomie II dywizji rosyjskiej, czyli na trzecim poziomie ligowym. Jego działalność dość szybko została przerwana przez złożenie dymisji przez ówczesnego prezesa, który, jak wykazał później audyt, „przytulił” z klubowej kasy około 20 mln rubli. Klub zmienił właściciela. Nowy, biznesmen Samwel Karapetian, uratował go organizacyjnie i sportowo, zdołał nawet awansować na wyższy poziom rosyjskiej piłki klubowej, ale po zamieszaniu z przyznaniem licencji na grę w I Dywizji, po zakończeniu sezonu przeniósł klub do Armenii, gdzie wykupił drużynę Awan – Akademia. Także latem 2018 Ararat Moskwa „przeprowadził się” do Armenii i wystartował w rozgrywkach pod nazwą Ararat-Armenia.
Tak na marginesie, w lidze armeńskiej gra inny Ararat – Erewań – powstały w 1935 r. jako Spartak Erewań, wielokrotny mistrz i zdobywca Pucharu niepodległej Armenii, ale także mistrz Związku Radzieckiego (1973 r.) i dwukrotny zdobywca Pucharu ZSRR.
Nowy klub, mimo stosunkowo krótkiej historii, zdołał już umieścić w klubowej gablocie 3 tytuły Mistrza, 1 Puchar Armenii, jedno wicemistrzostwo i dwa trzecie miejsca.
W tegorocznych rozgrywkach europejskich pucharów, jako mistrz Armenii, nasi czwartkowi rywale rozpoczęli eliminacje w Lidze Mistrzów, eliminując FC Riga i Shamrock Rovers. Dopiero w III rundzie musieli uznać wyższość NK Celje. W ostatniej rundzie kwalifikacyjnej Ligi Europy wyeliminowali w dwumeczu rumuńską Universitatea Craiova. W pierwszym meczu fazy ligowej przegrali u siebie ze Spartą Praga 1:4.
W lidze zajmują 2. miejsce z bilansem 6 zwycięstw, 2 remisów i 1 porażki. W sobotę w spotkaniu z Alaszkert Martuni padł remis 1:1.
Jagiellonia – Nie jest przyjemnie pisać zapowiedź meczu w europejskich pucharach w sytuacji, kiedy nasz zespół zagrzebał się w dole. 5 porażek na 9 rozegranych meczów w Ekstraklasie i porażka z Olimpiakosem Pireus w Lidze Europy. „Afera SMS-owa”, nagonka na trenera i klub niektórych mediów i person chcących być świętszymi od papieża, ukaranie Adriana Siemieńca zawieszeniem na 6 meczów w Ekstraklasie, kontuzje klubowe i te nabyte na reprezentacjach – to wszystko ma wpływ na naszą grę. Dużo tego – stanowczo za dużo. Gramy w kratkę, przeplatając mecze słabe z niezłymi. Potrafimy rozegrać mecz bardzo słaby (Kraków), by parę dni później zagrać niezły, w którym silnemu, utytułowanemu rywalowi napędziliśmy niezłego stracha (Pireus).
Osobnym tematem są błędy sędziowskie na niekorzyść Jagiellonii. Nigdy nie byliśmy ulubieńcami panów z gwizdkiem. Ale teraz problem się nawarstwił. Trudno tego nie skojarzyć z „aferą SMS-ową”. Tak było w meczu z Legią (duet Arys – Frankowski na VAR-ze), gdzie sędziowie m.in. nie widzieli faulu w polu karnym Wszołka na Jesusie Imazie. Jednak szczytem wszystkiego było gwizdanie w ostatnim meczu z Górnikiem Zabrze, przegranym przez Jagiellonię 1:3. Zespół sędziowski z Myciem i Malcem na VAR-ze nie zauważył „stempla” Janickiego na Imazie w polu karnym, który widziała cała Polska, nie zauważył złapania piłki przez bramkarza gości po podaniu od zabrzańskiego obrońcy i odwołał prawidłowo zdobytą bramkę Jesusa. Co z tego, że przyznają nam rację? Punktów to niestety nam nie przyniesie.
Żółto-Czerwoni tracą już duży dystans do czuba tabeli. Klub, sztab i drużyna mają o czym poważnie myśleć, bo sytuacja robi się poważna – sezon pomału wymyka nam się z rąk…
Nie ma co się nad sobą użalać. Panowie, czas najwyższy się przełamać i zacząć patrzeć inaczej na świat – bardziej pozytywnie. Jeszcze nie wszystko stracone – jeszcze jest o co walczyć.
Kiedy, jak nie w ten czwartek? Gdzie, jak nie w Lidze Europy? Walczymy o punkty, pieniądze, które są do podniesienia z boiska, i ranking.
Nikt nie mówi, że we czwartek to będzie łatwa rywalizacja. Wiadomo, że meczu przed jego rozegraniem jeszcze nikt nie wygrał. To będzie ciężkie spotkanie z gatunku krew, pot i łzy. Gramy z drużyną, która właśnie pisze swoją historię i ma niewiele do stracenia, a sporo ma do zyskania. Zimne głowy i jagielloński charakter walczący do ostatniego gwizdka arbitra.
Niech zachętą do przyjścia na ten mecz będą słowa Jesusa Imaza:
Proszę kibiców, by byli z nami, bo bez nich będzie jeszcze trudniej. Znam ten klub, tę drużynę i jestem pewien, że się podniesiemy, staniemy na wysokości zadania, bo tak zawsze było.
Nic dodać, nic ująć. Do zobaczenia we czwartek na Chorten Arenie.
Jagiellonio, klubie mój, pokaż dziś charakter swój…
Wiara w Was, Panowie, jest w Nas…
Powodzenia
1:3