Oczywiście że te pierwsze mecze, rozgrywane na początku okresu przygotowawczego, mają mniejszą wagę, ale te organizowane pod koniec zgrupowania powinny już dawać jakieś pojęcie na temat osiągniętego potencjału drużyny i na temat rezultatów przeprowadzonego cyklu przygotowań.
W przypadku Jagiellonii, informacje o stanie zespołu, uzyskane na podstawie przebiegu i wyników zimowych sparingów, okazały się bardziej niż żałosne. Ostatni okres przygotowawczy Jagiellonii uważam więc za całkowicie zmarnowany, tak samo zresztą jak i ruchy transferowe, które nie przyniosły niczego dobrego.
Biorąc to wszystko pod uwagę, nie miałem najmniejszych nawet wątpliwości, że Jaga dostanie ostro w dupę od Legii. I do tego właśnie doszło. Liczyłem co prawda na jakieś 0:2, ale i 0:4 mnie nie zaskoczyło, nawet ani trochę się nie zdenerwowałem. Zero obrony, zero ataku. Zero progresu w porównaniu z jesienią. W Walentynki żadna formacja Jagiellonii nie wyglądała lepiej, niż w poprzedniej rundzie. Z wyjątkiem obrony. Tu wyróżniłbym dwóch Jagiellończyków, którzy nie dali sobie napluć w kaszę: Michał Pazdan i Igor Lewczuk. Nie puścili żadnego gola. Tyle, że w niedzielę grali niestety w barwach Legii. A piłkarze Jagi nie dorastali im nawet do pięt.
Dzięki swojej dziadowskiej grze, Jagiellonii udało się uciec z pierwszej ósemki w tabeli, prawdopodobnie już na stałe, dzięki czemu nie grozi jej gra w pucharach czy miejsce na podium. W zamian za to, zespół będzie się mógł wykazać w ambitnej walce o utrzymanie w ekstraklasie, i jeśli mu się to uda, pojawi się okazja do odtrąbienia sukcesu. Ale przy takiej grze jest bardziej prawdopodobne, że niebawem będziemy dumnymi kibicami klubu z pierwszej ligi.
Przy stracie inauguracyjnego gola Madera nie zablokował piłki bo się poślizgnął, ale wcześniej weszła ona w posiadanie Legii po głupim i bezmyślnym kopnięciu Gutieriego Tomelina, i to od tego zaczęła się zabójcza akcja Wojskowych. Przy drugim golu cała defensywa Jagi była źle ustawiona i trudno znaleźć jednego winnego. Przy trzecim golu asystą dla Legii popisał się Frankowski, a czwarty gol zaskoczył nie tylko Drągowskiego, ale przedtem Maderę, który znów nie zdążył przeciąć strzału. W przekroju całego meczu, występ Madery określiłbym jako skandaliczny. Podobnie, jak „dokonania” głównie Frankowskiego i Cernycha: zmarnowane dobre okazje i fatalne zagrania.
Za mecz z Legią przyznaję więc punkty ujemne jak niżej:
P. Frankowski -4
S. Madera -4
F. Cernych -3
G. Tomelin -2
K. Mackiewicz -1
Sumarycznie, moja czarna tabela po ostatnich czterech porażkach i jednym remisie prezentuje się następująco:
P. Frankowski: -11
F. Cernych -9
I. Tarasovs: -7
S. Madera -5
K. Mackiewicz -4
J. Góralski -3
M. Wasiluk -3
M. Baran: -2
R. Grzyb -2
G. Tomelin -2
K. Vassiljev -2
T. Romanczuk -1
K. Świderski: -1
Punktacja (dotyczy tylko porażek i remisów).
Wiele zmarnowanych okazji: -2
Parę zmarnowanych okazji: -1
Każda zmarnowana setka: -1
Błąd przy utracie bramki: -1
Czop
Do „Andrzeja Kondrackiego”.
Moja tabela jest asymetryczna z samego założenia, o czym pisałem na początku i więcej nie będę tego powtarzał. Nie zajmuję się oceną poszczególnych zawodników w poszczególnych spotkaniach. Takie zestawienia prowadzą inni i nie zamierzam tego dublować, bo tam suma przewinień niwelowana jest najczęściej sumą zasług, i winnych nie ma.
Z mojej natomiast strony - postanowiłem pokazywać, kto w meczach przegranych i zremisowanych najbardziej dał dupy. W mecze wygrane się nie wtrącam. W ten sposób mamy jasny obraz, dzięki komu Jaga przesrała kolejne spotkanie. I dzięki komu dołuje w tabeli. Takie czarno na białym, if ju noł łot aj min. A raczej czarno na czarnym.
2:1
-:-