Zapinajcie pasy, bo przed Wami długa podróż wraz z naszym łotewskim obrońcą. Będzie o meczu z Legią, motywacji, problemach z pewnością siebie, słabej rundzie jesiennej, kryciu Robina van Persiego, o presji, dobrych ludziach, trudnych momentach, satysfakcji, poczuciu spełnienia, planach i marzeniach, o życiu w Białymstoku, a nawet o przedszkolach! Zapraszamy!
Maciej Rogowski: Parę dni temu minął rok odkąd zadebiutowałeś w Jagiellonii. Jak ocenisz ten okres?
Igors Tarasovs: Dla mnie, jako piłkarza przyjście tutaj było sporą szansą na granie w lepszej lidze. Do tamtego czasu grałem na Łotwie, Białorusi, w Azerbejdżanie. Poziom np. na Białorusi jest podobny jak tutaj, ale w Polsce jest o wiele większe zainteresowanie kibiców, telewizji. Mam wspaniałe wspomnienia z tego roku, w zeszłym sezonie jako drużyna dokonaliśmy czegoś wyjątkowego. Fajnie było być częścią tego sukcesu.
Muszę też powiedzieć o mojej rodzinie. Mam dwójkę dzieci, wszyscy czują się tutaj naprawdę dobrze, nie jest daleko od mojego domu, tylko 500 km. Dla mnie ten mijający rok był bardzo, bardzo dobry. Nie przypominam sobie rzeczy, które poszły nie po mojej myśli. Jestem naprawdę zadowolony, że mogę tutaj grać, może któregoś dnia będę miał szansę pójść jeszcze wyżej, wszystko zależy od tego, czego dokonamy tutaj, jak duży sukces osiągniemy jako drużyna.
Maciej Łukaszewicz: Michał Probierz w poprzednim sezonie mówił, że może nie ma najlepszych zawodników w lidze, ale ma najlepszy zespół. Jak jest teraz według Ciebie, zwłaszcza z atmosferą, integracją, tzw. „team spirit?
Jeżeli porównamy drużynę z tego sezonu i poprzedniego, mamy trochę nowych twarzy, ale nie uważam, że atmosfera się jakoś zmieniła. W zeszłym roku byliśmy jak Piast w tym sezonie. Wszystko nam wychodziło, wszystko szło po naszej myśli. W tym sezonie może trochę brakuje nam szczęścia, raz ci go zabraknie, potem drugi raz i zaczynasz tracić pewności siebie na boisku, czujesz, że nie jesteś tak dobry, nie masz takiej formy jak powinieneś, to odbija się także na psychice. W tym roku wszyscy nie jesteśmy tak pewni siebie mentalnie jak rok temu. Ale cały czas mamy bardzo dobrych piłkarzy, kiedy spojrzysz na naszą kadrę,
to zobaczysz wielu dobrych zawodników.
MŁ: Lepszych niż roku temu?
Trudno powiedzieć. Rok temu, tak jak mówił trener – nie było wielkich nazwisk, ale była drużyna. W tym sezonie mamy przecież wielu reprezentantów swoich krajów, są nowi zawodnicy których klub kupił za określone pieniądze. Bardzo trudno porównać te dwie drużyny. Przecież na początku tego sezonu graliśmy bardzo dobrze, chociażby z Górnikiem na wyjeździe, z Cracovią, w Lidze Europy w pierwszej rundzie z Kruoją także zagraliśmy dobrze. Czuliśmy się naprawdę pewni, wierzyliśmy że możemy dalej tak grać jak w końcówce poprzedniego sezonu. I nagle coś poszło nie tak, wszyscy próbowali dowiedzieć się co nie gra, dlaczego nie idzie. Mieliśmy serię sześciu spotkań bez zwycięstwa.
Wygraliśmy u siebie z Lechem 1:0 i myśleliśmy, że wszystko idzie w normalnym, dobrym kierunku. Parę dni później graliśmy mecz pucharowy z Zagłębiem, w którym zagraliśmy bardzo słabo i odpadliśmy z Pucharu Polski. Po tym meczu coś się zepsuło, potem zaczęła się ta nasza niechlubna seria i coś się ewidentnie zacięło, straciliśmy pewność siebie. Teraz wszyscy, trenerze, piłkarze, sztab pracowaliśmy nad tym, żeby tę pewność siebie odzyskać. Gdy wydawało się, że już udało nam się wszystko poukładać, przyszedł mecz z Legią i wszystko musimy znowu budować od początku.
MR: Wrócę jeszcze na chwilę do poprzedniego roku. Kiedy tutaj przychodziłeś i zaczynaliście pierwszy mecz, także w Warszawie, spodziewałeś się że możecie osiągnąć taki sukces?
Gdy przychodziłem tutaj, Jagiellonia była na piątym miejscu i to dla mnie była naprawdę duża sprawa. Wierzyłem, że możemy zakończyć cały sezon dobrym wynikiem. Na początku po prostu chciałem być częścią tej drużyny, tego klubu, zaadaptować się tutaj. Trener od razu dał mi szansę w pierwszym składzie. Starałem się w każdym kolejnym meczu wykonywać swoją robotę najlepiej jak potrafię
MŁ: Mówiłeś dużo o pewności siebie. Na ile możliwe jest odbudowanie tej pewności siebie w tak krótkim odstępie czasu po tym fatalnym meczu w Warszawie?
Wiesz, w profesjonalnym sporcie musisz to zrobić. Tak szybko jak zrozumiesz, że musisz te wszystkie niepowodzenia zostawić za sobą, tak szybko będziesz w stanie się odbudować. To są kwestie mentalne. Niektórzy piłkarze reagują tak, drudzy inaczej. My jako drużyna musimy uświadomić sobie, że im szybciej o tym zapomnimy, tym szybciej wrócimy na właściwe tory. Jako profesjonaliście nie mamy innego wyjścia. Musimy strzelić jedną, dwie, trzy bramki i nasza pewności siebie momentalnie wróci. Nie mamy innej opcji. Jeżeli znowu będziemy mieli serię sześciu spotkań bez zwycięstwa, to zaraz spadniemy do pierwszej ligi. Musimy zbierać punkty i to od meczu ze Śląskiem i patrzeć przed siebie, nigdy za siebie. To już nic nie da.

MŁ: Przegraliście mecz z Legią w głowach? Nerwy było widać od pierwszego gwizdka, zwłaszcza u nowych zawodników.
Wiele czynników się na to złożyło, ale większości z nich leży w psychice.
MŁ: Ale czuliście się pewni siebie po przygotowaniach i obozie w Turcji?
Oczywiście. Zagraliśmy tam wiele spotkań, może nie wszystkie wygraliśmy.
MR: Większość (śmiech).
(śmiech)
MŁ: Tylko jedno zwycięstwo.
Jechałem ostatnio taksówką i taksówkarz pyta mnie skąd tak słabe wyniki podczas obozu w Turcji. Powiedziałem jemu, mówię i wam, że podczas całego obozu, a także w meczach sparingowych pracowaliśmy nad elementami, które nam w poprzedniej rundzie nie wychodziły. Staraliśmy się nad nimi bardzo ciężko pracować. Takie mecze są właśnie po to, żeby różne rzeczy przećwiczyć, w wielu wypadkach popełnialiśmy błędy i to normalne, że przegraliśmy te dwa, może trzy sparingi (śmiech). Ale graliśmy w nich naprawdę dobrą piłkę. Trener jednak zawsze mówi, że co z tego, że dobrze grałeś, skoro przegrałeś. Nikt nie będzie pamiętał, że grałeś ładnie, skoro przegrałeś. Liczą się tylko zwycięstwa.
Przed meczem z Legią byliśmy pewni siebie, wiedzieliśmy że będziemy grać z jedną z najlepszych drużyn w Polsce, ale to nas motywowało. Nie baliśmy się, mieliśmy w sobie tą sportową, pozytywną złość. Ale gdy tracisz dwie bramki w ciągu piętnastu minut, tracisz w sobie to wszystko, co czułeś przed meczem i potem jest już ciężko to odrobić. Takie mecze zdarzają się w piłce, najważniejsze to odbudować się mentalnie. Właśnie teraz musimy wszystko wziąć w swoje ręce i razem z tego trudnego momentu wyjść.
MR: Uważasz, że zrobiłeś postęp? Wiele osób twierdzi, że grałeś na wiosnę bardzo dobrze, a jesienią już ta forma nie była taka dobra. Popełniłeś o wiele więcej błędów w tej rundzie.
Tak, to prawda. W tej rundzie cała drużyna grała poniżej swoich możliwości. Kiedy drużynie idzie, to presja na nas obrońcach nie jest tak duża, jak wtedy gdy przegrywa się i traci bramki. To wszystko bierzesz do siebie w jakiś sposób i zaczynasz myśleć podczas meczu, jak nie popełnić błędu, zamiast skupić się na każdej kolejnej akcji. Czułem, że grałem o wiele gorzej niż wiosną, parę moich błędów było niedopuszczalne, cała nasza gra w defensywie wyglądała słabo. Jeżeli chcemy się teraz wspinać w tabeli, to te błędy zarówno indywidualne, jak i całego zespołu musimy wyeliminować, no i oczywiście ja także nie mogę już ich popełniać. Jeżeli dostanę szanse, zrobię wszystko, żeby zagrać jak najlepiej.
MŁ: Ale czujesz się teraz pewniej, szczególnie po okresie przygotowawczym?
Tak, jak najbardziej. Nie myślę już o przeszłości, o moich błędach. Skupiam się na tym co przede mną. Jeżeli będziesz o nich myślał, zaraz popełnisz kolejny.
MŁ: Czujecie w drużynie dużą presję ze strony kibiców? Mam wrażenie, zwłaszcza po ostatnim spotkaniu, że presja na dobry wynik i zwycięstwa zaczyna przypominać tę presję, która jest w Lechu czy Legii, którzy co roku mają za zadanie wygrywać ligę. Nie możemy jednak do nich równać się jeżeli chodzi o budżet i inwestycje. Dochodzi to do Was w jakiś sposób?
Presja to normalna sprawa w zawodowym sporcie. Ta presja zwiększa się właśnie przy takich spotkaniach jak z Legią, dla Jagiellonii to swego rodzaju derby. Nie ma znaczenia, że to mistrz, największy klub w Polsce, dla naszych kibiców to bardzo prestiżowe spotkanie. Jasne, jesteśmy mniejszym klub, z mniejszym potencjałem, ale to dobrze że ta presja jest. Czujemy, że każdy tutaj chce grać o jak największe cele i o to w sporcie chodzi.
Gdy przychodzi taki mecz z Legią wszyscy w Białymstoku tym żyją, chyba każdy bierze urlop i ogląda mecz (śmiech). To wielka sprawa i my jako piłkarze to odczuwamy. Na ostatnim meczu u nas był cały stadion, zagraliśmy wspaniały mecz, który niestety zremisowaliśmy. Legia strzeliła niesamowitego gola, po mojej nodze (śmiech). Na boisku nie grają pieniądze, budżet i nie możemy się tym usprawiedliwiać. Ja zawsze chcę walczyć na całego, dla mnie nie ma znaczenia czy to Nikolić czy Prijović. To tacy sami ludzie jak ja, Romanczuk czy Madera.
MR: Wrócę do drużyny i trenera. Wiele osób twierdzi, że trener Probierz świetnie motywuję drużynę, zwłaszcza na początku jego pracy i to działa. Z czasem jednak te metody przestają wywierać taki pozytywny wpływ na zawodników. Przez ten okres, gdy pracujesz z trenerem Probierzem uważasz, że jego metody się zmieniły i są tak samo dobre jak na początku?
Nie, trener Probierz używa cały czas tych samych metod i jest przy tym świetnym motywatorem. Ale, tak jak mówiłem, problemem nie jest motywacja. Problem jest w naszych głowach. Musimy je wyczyścić z wszystkich negatywnych myśli. Trener robi wszystko dobrze, robi wszystko co w jego mocy. On także chce wygrywać. Naprawdę niewiele się zmieniło w porównaniu z zeszłym rokiem. Wszystko jest robione na bardzo wysokim poziomie, treningi, taktyka, analiza. Coś idzie jednak nie tak, ale moim zdaniem to wszystko siedzi w naszych głowach. Wszyscy myślimy o kibicach. Może niektórzy z nich są teraz źli, ale to normalne. Bardzo liczymy na ich wsparcie, zawsze byli z nami w trudnych momentach. Wszyscy wiemy, że musimy przez ten trudny moment przejść i jeżeli przez niego przejdziemy będziemy o wiele silniejsi.
MR: Zastanawiamy się, co może się stać, jeżeli znowu zdarza się taka seria porażek jak jesienią. Wiadomo, że piłkarzy się nie zwolni, trener może zrobić ewentualnie, to co zrobił po meczu z Wisłą.
To nie ma sensu takie myślenie. Dla nas najważniejsze, że jesteśmy jednością jako drużyna. Skupiamy się na najbliższym spotkaniu i wierzę, że wyjdziemy z tych wszystkich problemów zwycięsko jako drużyna. Nikt za nas niczego nie rozwiąże, wszystko jest w naszych rękach i musimy się z tym zmierzyć, z naszymi słabościami. Mój pierwszy trener zawsze powtarzał, że płacz jest najprostszą rzeczą, a najtrudniejszą jest rozwiązać problem. Jeżeli jednak to zrobisz to wyjdziesz z tego silniejszy. Tak też musimy zrobić i my.
MR: Co myślisz o chodzeniu do przedszkola jako piłkarze? Podoba Ci się ta forma marketingu i promocji klubu?
Pewnie, to bardzo dobra forma promocji. Gdy jesteś na stadionie, widzimy bardzo dużo dzieci z rodzicami, którzy od najmłodszych lat nas wspierają. Dla mnie to ważne, szczególnie że sam mam dwójkę małych dzieci. One przychodzą dla nas, jesteśmy dla nich takim „wzorem”, bo większość z nich też chce być zawodowymi piłkarzami i biegać po takim stadionie jak my.
Jeżeli chodzi o marketing, to bardzo dobra sprawa. Gdy chodzisz po szkołach, przedszkolach i reklamujesz swój klub, wychowujesz sobie w jakiś sposób nowych kibiców.
MR: Czasami jak patrze na zdjęcia np. gdy przedszkola odwiedza Alvarinho czy teraz Matija Sirok to wyglądają na takich zaskoczonych, trochę nie wiedzą co wokół się dzieje, oczywiście w pozytywnym aspekcie.
Tak, ale Emil z klubu, który zawsze z nami chodzi nam pomaga, wszystko wyjaśnia i tłumaczy. Po prostu wiele razy, gdy tam byłem, nie rozumiałem, co się dzieje, bo słabo mówię po polsku. Emil wszystko wyjaśnia i możemy komunikować się dziećmi. Super jest gdy, przychodzisz, jest pełno dzieci, wszyscy są żywo zainteresowani spotkaniem.
MR: To także dobrze dla Twojej nauki języka. Dzieci mówią wolniej i o wiele prościej, nie mają jeszcze bogatego zasobu słów.
Tak, zdecydowanie. (śmiech)
MŁ: W ostatnim naszym wywiadzie, w maju 2015 roku mówiłeś, że Ty i Twoja rodzina czujecie się w Polsce bardzo dobrze. Jak jest teraz, gdy mieszkasz tu już ponad rok i jesteś w stanie powiedzieć o wiele więcej?
Gdy się tu przeprowadziliśmy, zupełnie nie znaliśmy Polski, miasta, co i gdzie jest. To był trudny moment. Po roku zmieniliśmy mieszkanie, znamy praktycznie cały Białystok, gdzie możemy pójść na spacer, do restauracji, gdzie można dobrze zjeść, zrobić zakupy. Moja córka poszła w tym roku do przedszkola. Uczy się angielskiego, polskiego. To życie na początku naszego pobytu tutaj, a teraz na pewno się zmieniło. Stało się o wiele bardziej interesujące, zaadaptowaliśmy się tutaj na dobre. Wiele razy byliśmy z rodziną w Warszawie, chcemy koniecznie zobaczyć Kraków.
MR: Chciałbym zapytać Cię o reprezentację. Mecz z Holandią był taką swego rodzaju nagrodą za wszystkie poświęcenia, treningi? Prześledziłem Twoją karierę i chyba nie miałeś jeszcze okazji grać przeciwko tak dobrym piłkarzom.
To prawda. Wcześniej, gdy jeszcze nie miał takiej pozycji w reprezentacji graliśmy przeciwko Chorwacji, tam także są wielkie nazwiska. Holandia to Holandia. To fajne uczucie grać przeciwko takim zawodnikom. Zwłaszcza, gdy trener kazał mi indywidualnie kryć van Persiego. (śmiech) To było coś ekscytującego, czułem większą dawkę adrenaliny przed tym spotkaniem niż zazwyczaj. Grałem przed całym stadionem, przed moją całą rodziną, przyjaciółmi. Trochę wstyd, że przegraliśmy, ale to była Holandia.
MR: Jak widzisz swoją przyszłość w najbliższym czasie?
Wszystko zależy od tego, jak będę grał. Najważniejsze jest oczywiście wygrywanie. To bardzo pomaga. Na początku warto rozwiązać nasze problemy, potem będziemy myśleć dalej. Z resztą ja uważam, że przyszłość sama do ciebie przychodzi, jeżeli ciężko pracujesz i wygrywasz mecze, tak jak rok temu. Gdy niektórzy piłkarze po kapitalnym sezonie, dostali bardzo dobre oferty i zrobili krok do przodu. Wszystko zależy od sukcesu.
MR: Myślisz, że jesteś w najlepszym wieku dla obrońcy, że jeszcze najlepsze przed Tobą?
Nie wiem, nie skupiam się na tym. Myślę, o tym co teraz, o rozwiązaniu naszych problemów, to teraz jest najważniejsze, a ewentualne sukcesu, przyjdą z czasem. Najważniejsze to robić swoją pracę jak najlepiej się potrafi.
MŁ: Ale jesteś zadowolony z dotychczasowej swojej kariery?
Jeżeli powiem, że jestem zadowolony, to w sumie powinienem zakończyć karierę
MŁ: Jasne, ale chodzi mi na ten moment, na to gdzie grałeś, co zobaczyłeś.
Jestem, ale mogło być zawsze lepiej. Nigdy nie powiem, że jestem w pełni zadowolony. Bo jeżeli jesteś profesjonalnym sportowcem, zawsze chcesz być jeszcze wyżej.
MR: Sky is the limit (śmiech)
(śmiech) Dokładnie. Powiem, że jestem zadowolony dopiero jak zagram w Barcelonie, wtedy będę usatysfakcjonowany (śmiech).
Rozmawiali: Maciej Łukaszewicz i Maciej Rogowski