Matija Širok - człowiek znający sześć języków, z ukończonym dyplomem studiów wyższych, osoba która na każdym kroku łamie stereotyp współczesnego piłkarza. Nie pozostaje nam nic innego, jak oddać głos Matiji. Zapraszamy Was na długa podróż z naszym słoweńskim obrońcą!
Maciej Łukaszewicz: Matija powiedz nam o swoich pierwszych tygodniach w Polsce, co było dla Ciebie najtrudniejsze na samym początku?
Matija Širok: Przede wszystkim muszę powiedzieć, że jestem bardzo szczęśliwy, że tutaj jestem. Wszystko jest super, koledzy z drużyny przyjęli mnie świetnie. Oczywiście problem jest z językiem. Musiałem nauczyć się podstawowych boiskowych zwrotów, to jest komunikacja (Matija mówi to po polsku – przyp.). Z pozostałym słownictwem mam problem, trudno opanować nowy język w miesiąc. To jest chyba największym problemem, który mam nadzieję w ciągu dwóch, trzech miesięcy rozwiąże.
Podczas sparingu ze Stomilem widziałem także, że komunikujesz się na boisku z niektórymi po angielsku.
Tak, Jagiellonia ma innych obcokrajowców jak np. Alvaro, Guti – oni nie rozumieją polskiego, więc musisz wypracować kompromis coś pomiędzy polskim a angielskim (śmiech). Ważne jest, żeby się zrozumieć, nieistotne czy po polsku czy po angielsku
Tęsknisz za domem, przyjaciółmi, rodziną?
Mieszkam tutaj sam, moja dziewczyna odwiedziła mnie ostatnio, ale musiała wracać do Słowenii. Oczywiście czekam na kolejną wizytę, tak samo mojej rodziny, która przyjedzie w następnym miesiącu na parę dni. Cóż, takie jest życie profesjonalnego piłkarza, muszę to zaakceptować i tyle. Skupiam się na swojej pracy i chce ją wykonywać jak najlepiej. Jasne są momenty złe, kiedy tęsknie za wszystkimi, za domem, ale to mija. Rozmawiamy przez skype, przez telefon – to mi wiele ułatwia.
Co robisz w wolnym czasie, np. dzisiaj (rozmawialiśmy we czwartek – przyp.), gdy nie macie treningu?
Na przykład uczę się polskiego, widzisz tutaj mam zeszyt i swoje notatki wraz z nowymi słówkami. Często też wychodzę na spacer po okolicy, nie robię nic nadzwyczajnego. Wczoraj byliśmy też na obiedzie z innymi zawodnikami, ważne żeby ze sobą przebywać nie tylko w szatni. Komunikacja poza boiskiem jest bardzo ważna, spędzamy ze sobą dużo czasu także poza boiskiem i to na pewno duży plus.
Masz już najlepszego kolegę w drużynie?
Nie, nie mam najlepszego. Z każdym się dobrze dogaduje. Nie ma podziałów na grupki, wszyscy trzymamy się razem, bez względu na paszport. Utrzymuje kontakt z każdym, oczywiście dla mnie łatwiej jest utrzymywać ten kontakt z chłopakami, którzy mówią po angielsku albo jak Vassiljev mówi po słoweńsku, ponieważ grał tam przez jakiś czas. Nie mam zamiaru wybierać swojego najlepszego kolegi, chce być w kontakcie ze wszystkimi.

Kiedy usłyszałeś po raz pierwszy o ofercie z Jagiellonii?
Pierwszą informację dostałem w połowie grudnia. Nie było to nic specjalnego, zwyczajna informacja o zainteresowaniu, nic więcej. Ale w pierwszym tygodniu stycznia, to była chyba sobota, ponieważ szukałem czegoś w domu z moim teściem. Dostałem telefon od mojego agenta, powiedział mi tylko, że Jagiellonia złożyła za mnie ofertę i do mnie należy decyzja, musiałem zdecydować czy ją przyjmuje czy odrzucam. No i w poniedziałek (Matija mówi to po polsku – przyp.) byłem już tutaj.
Rozmawiałeś z trenerem Probierzem przed podpisanie kontraktu o tym jak widzi Cię w tym zespole?
Po treningu zamieniliśmy kilka słów, nic specjalnego. Po podpisaniu kontraktu, trener mnie w hotelu odwiedził i sporo opowiedział o zespole.
Jakim trenerem jest Michał Probierz?
To człowiek, który wie czego chce, ale jestem do tego przyzwyczajony, ponieważ miałem jednego włoskiego trenera bardzo podobnego do trenera Probierza. Jest bardzo entuzjastyczny, jest silną osobowością, mówi co robią źle, co robię dobrze. Jeżeli trener wie czego chce, to drużyna będzie wiedziała, co chce osiągnąć. Dla mnie to bardzo dobry szkoleniowiec.
Jaka była Twoja pierwsza myśl o Polsce, co Słoweńcy sądzą o Polsce, jakie panują na temat naszego kraju stereotypy?
Znam trzech chłopaków, którzy grają teraz w Polsce, znam Jovica z Wisły, znam Zivca z Piasta Gliwice i Dejana Zigona z Olimpii Grudziądz. Oni są moim dobrymi przyjaciółmi, pytałem ich o ten transfer, o Polskę – mówili same najlepsze rzeczy. Mieli nadzieję, że tu przejdę, ponieważ football jest tutaj na lepszym poziomie niż w moim kraju. Zrobiłem więc dwa, trzy kroki do przodu przychodząc do Jagiellonii. Jeżeli chodzi o Polskę, są pewne stereotypy, np. że Polacy dużo piją (śmiech). Ale w Słowenii też się dużo pije. (śmiech)
Tak? Nigdy nie słyszałem o Słowenii takich rzeczy, czyli to prawda? (śmiech)
I tak i nie. Słowenia to kraj wina. Mamy wina znane na całym świecie. Ale pijemy je dla smaku.
Tak jak we Włoszech, wino do posiłku to zwyczaj, praktycznie nietraktowany jako alkohol.
Tak dokładnie, mamy takie same zwyczaje. Rozkoszujemy się po prostu piciem wina. Gdy przeprowadzałem się do Polski, wszyscy mówili mi „o Polska, jak oni tam dużo piją”. Oczywiście to nie jest tak jak głoszą stereotypy, to niemożliwie. Jasne są ludzie, którzy piją więcej, a także tacy co piją mniej. Wszędzie jest tak samo. Słyszałem także, że będę miał problemy, ponieważ Polska jest bardzo duża, czekają nas długie podróży np. do Poznania czeka nas 6 godzin podróży w autobusie. W Słowenii najdłuższa podróż to była tylko dwie godziny. Najbliżej na mecz mamy do Warszawy (śmiech). Ale jeżeli się do tego przyzwyczaisz, to nie będzie to żaden problem.
Co cię najbardziej zaskoczyło po przyjeździe do Polski?
Nie spodziewałem się w Białymstoku, nie wiem jak jest w innych miastach, że jest tak czysto. Zawsze myślałem, że w Słowenii jest tak czysto i taki porządek, że nigdzie takiego nie ma. Okazało się, że jednak się myliłem (śmiech). Nie ma tutaj wieżowców, centrum jest bardzo ładne, macie zdecydowanie lepszy ruch na ulicach, chodzi mi o to, że nie ma w zasadzie korków. W Słowenii stoisz i stoisz, denerwujesz się. Tutaj wszystko idzie sprawnie. Kolejna rzecz, która mnie bardzo zaskoczyła to, to że macie tyle sklepów np. Biedronka jest wszędzie (śmiech). To jest bardzo dobre, nie potrzebuję samochodu, żeby zrobić porządne zakupy,
wychodzę z domu i mam dwa, trzy duże sklepy.
Muszę Cię zapytać o pierwsze dwa mecze. Na Legii było widać dużą nerwowość w pierwszych minutach.
To prawda, na Legii było bardzo trudno. Przygotowaliśmy się bardzo dobrze, nie mogliśmy lepiej być przygotowani. Przez pierwsze 15 minut graliśmy tak, jakby nas tam w ogóle nie było. Nasze głowy były na niewłaściwym miejscu. Dla mnie to także była trudna sytuacja, nigdy nie grałem przy takiej atmosferze i presji, cały stadion, nieustanny doping. Przegraliśmy spotkanie w 15 minut. Później zabrakło trochę szczęścia, żeby wrócić do gry. W meczu ze Śląskiem graliśmy już lepiej, wygraliśmy. Mamy przed sobą siedem spotkań, żeby załapać się do pierwszej ósemki. Mecze, które już były musimy zostawić za sobą.
W meczu ze Śląskiem sprowokowałeś karnego, po tym trener zmienił cię w przerwie spotkania. Miałeś do siebie pretensję, trener miał do Ciebie żal za tą sytuację?
Karny był ewidentny. Na boisku były też sytuacje, które nie były pokazywane. Pich na początku mnie popchnął, zrobił przewagę, nie było wyjścia. To nadal moja wina, bo powinien być przed nim i bliżej pola karnego. Rozmawiałem z trenerem, wyjaśniliśmy tę sytuację. Nie ma problemu, idziemy dalej do przodu.
Jagiellonia sprowadziła nowego prawego obrońcy – Łukasza Burligę. Wygląda na to, że to on wyjdzie w najbliższych spotkaniach w pierwszym składzie. Nie czujesz się trochę rozczarowany, przychodzi zawodni i dzień później już gra, a ty ciężko pracowałeś przez cały okres przygotowawczy.
To jest profesjonalny football. Nie widzę Łukasza jako mojego konkurenta, tylko kolegę z drużyny. Najważniejsze jest dobro drużyny. Jeżeli jest lepszy ode mnie, to on powinien grać. Oczywiście nie jestem z tego powodu zadowolony, daję siebie na treningach maksa, żeby zadowolić moją grą trenera. Jeżeli Łukasz gra, bo jest lepszy, to normalna sytuacja w piłce i nie powinien być na to zły, tylko to zaakceptować. Najważniejsze są wygrane, pozostałe rzeczy nie mają znaczenia. Nie ma znaczenia czy gra od razu po przyjściu, czy przygotowywałby się z nami od początku. Powinien grać ten, kto jest lepszy.
Co musiałeś zmienić w swojej grze po przyjściu z ligi słoweńskiej?
W Słowenii grałem o wiele luźniej, miałem czas żeby piłkę przetrzymać. Tutaj trener wymaga od każdego gry na jeden, dwa kontakty, jak najszybciej. Nie uznaje się holowania piłki, przetrzymywania jej. Do tego nie byłem przyzwyczajony i szybko musiałem to w swojej grze zmienić. Musisz oczywiście mieć czas na adaptację, nie zrobisz tego w ciągu jednego tygodnia. Z każdym treningiem i meczem przyzwyczajałem się do tego.
To jaka jest największa różnica w grze na Słowenii, a w grze w Ekstraklasie?
Polska liga jest o wiele, wiele szybsza. Na Słowenii masz więcej taktyki. Mamy więcej „szablona playing”, masz schematy, które cały czas szlifujesz, do tego stopnia że możesz grać z zamkniętymi oczami. Piłkarze są lepiej przygotowani pod względem fizycznym, być może na Słowenii bardziej przykłada się wagę do taktyki. Jakość piłkarzy jest raczej podobna, masz zarówno lepszych, jak i słabszych. Ale tak jak jest wszędzie.
Jaki jest poziom ligi słoweńskiej? Widać, że bardzo wzmacnia się w tym momencie NK Olimpija Lublana, która ostatnio zakontraktowała byłą gwiazdę Legii – Radovica. Jeszcze niedawno Maribor regularnie grał w Lidze Mistrzów.
Słoweńska liga ma 25 lat i zawsze mówiło się o niej w kontekście Olimpiji i Mariboru. To od zawsze dwie największe drużyny. Olimpija od czerwca ma nowego właściciela. Nazywa się Milan Mandarić. To serbski biznesmen, który jest między innymi właścicielem angielskiego Portsmouth. Bardzo, bardzo bogaty człowiek. W styczniu odeszło do niej dwóch piłkarzy za bardzo duże pieniądze – pierwszy Andraz Sporar za 3 mln euro do FC Basel i drugi Ezekiel Henty za 5 mln euro do Lokomotivu Moskwa. Teraz Olimpija ma pieniądze, przez co może oferować też wyższe kontrakty, stąd między innymi przyszedł Radović. I dzisiaj podpisali kontrak z Danko Lazović, przez wiele lat świetny napasnitk PSV Eindhoven oraz Zenitu Sankt Petersburg. Przygotowywali ten transfer od jakiegoś czasu i w końcu udało im się podpisać kontrakt. Olimpija robi wszystko, żeby stać się lepszym zespołem, mają nowy stadion, gra tam między innymi reprezentacja. W Lublanie mają za to problem z kibicami. Mają żywiołowych fanów, ale bardzo niestałych, często mają problemy z frekwencją. Generalnie oprócz Mariboru i Olimpiji pozostałe klubu nie są na za dobrym poziomem. Często mają wiele problemów finansowych, organizacyjnych.
Skąd się wziął sukces Mariboru, który z małym budżetem dostał się do Ligi Mistrzów, bardzo regularnie gra w Lidze Europy?
Wiele czynników się na to złożyło. Dyrektor sportowy Mariboru jest Zlatko Zahovic. To najlepszy piłkarz w historii słoweńskiej piłki. Grał między innymi w Valencii, w finale Ligi Mistrzów. Swoją światową mentalność i znajomość piłki nożnej, także swoje pieniądze przełożył na zarządzanie klubem piłkarskim i to głównie dzięki niemu Maribor jest dobrą drużyną i dobrze sobie radzi w Europie. Poza tym potrafi ściągnąć do klubu sponsorów. Świetnie wykorzystuje swoje kontakty, sprowadza najbardziej utalentowanych piłkarzy z Bałkanów, którzy świetnie się rozwijają. Na przykład w Mariborze gra najlepszy obecnie macedoński piłkarz Agim Imbraimi. Klub nie oferuje może największych zarobków, ale mają bardzo dobry zespół. Spójrz, Maribor ma roczny budżet 8 mln euro. Ile ma Legia?
Około 25 mln euro.
Widzisz, to jest jedna trzecia tego co ma Legia. Nie zawsze wszystko sprowadza się do pieniędzy. Możesz mieć bardzo dużo pieniędzy, ale możesz nie wiedzieć co z nimi zrobić, w kogo zainwestować. Jasne w przypadku awansu chociażby do Ligi Mistrzów, musisz mieć też odrobinę szczęścia przy losowaniu i w trakcie samego spotkania. Każdy chciałby grać w tej Lidze Mistrzów, każdy szuka sposobu jak tam zagrać, ale na stałe Liga Mistrzów zarezerwowana jest dla tych o wiele, wiele większych klubów niż Maribor czy Legia. W przypadku takich klubów musisz mieć też sporo szczęścia, żeby zagrać w Champions League.
Ale dla Ciebie zmiana Słowenii na Polskę jest korzystna także, jeżeli chodzi o finanse. Zarabiasz tutaj więcej niż w swoim poprzednim klubie?
Jasne, że tak. W moim poprzednim klubie ND Gorica budżet wynosił 600 tys. euro rocznie.
W Jagiellonii to około 6 mln euro rocznie.
To tylko niewiele mniej niż Maribor. Na Słowenii tylko Maribor i Olimpija oferują kontrakty na solidnym poziomie, w pozostałych przypadkach te płace są naprawdę niskie.
Czekasz na powołanie do reprezentacji?
Byłem członkiem każdej juniorskiej drużyny narodowej, aż do U-21. Pewnie chciałbym bardzo zagrać w seniorskiej reprezentacji. Mam bardzo dużą rywalizację na swojej pozycji, jeden gra w Dinamo Zagrzeb, drugi gra w Turcji, trzeci w Niemczech. Kandydatów jest bardzo dużo. Nigdy nie mówię nigdy, może kiedyś się uda zadebiutować.
Czyli nie masz żadnego kontaktu z waszym selekcjonerem?
Kontaktu nie, ale parę razy przyjeżdżał na moje mecze i podobno mnie obserwował.

Chciałbym Cię zapytać o twoją dietę. Teraz jest moda na wszelkie zdrowe jedzenie, różne łączenie składników, ograniczeniu jedzenia niezdrowych rzeczy, wszystko po to, aby trzymać zdrowie i formę. Jak wygląda Twoja dieta?
Najważniejsze dla profesjonalnego piłkarza jest zdrowo się odżywiać. Co konkretnie należy jeść, to już zależy od konkretnego organizmu. Mój organizm niektóre produkty akceptuje, niektórych nie akceptuje w ogóle. Jem bardzo dużo warzyw, ale świeżych, rzadko gotowanych. Jem też bardzo często makaron, nawet dwa razy dziennie. Jem także bardzo dużo mięsa. Bardzo ważne jest dostarczać odpowiednie węglowodany i białko.
Co jesz przed treningiem, a co po treningu?
Przed zazwyczaj właśnie makaron. W dniu takim jak dzisiaj, gdy nie mamy treningu, to na śniadanie zazwyczaj ciemny chleb np. z miodem, później makaron pod różną postacią, a na kolację jakiś rodzaj mięsa z świeżymi warzywami.
Macie określone przez sztab szkoleniowy co możecie jeść, a czego nie?
Nie. Po prostu musimy utrzymywać wagę na odpowiednim poziomie oraz odpowiedni procent tkanki tłuszczowej. Jedzenie jest bardzo ważne, czasami np. gdy jadłem ziemniaki przed treningiem czułem się o wiele słabiej podczas ćwiczeń. Mój organizm nie toleruje ziemniaków, dlatego ich już w ogóle nie jem. Na tyle znam już swój organizm, że wiem co mogę jeść, co najlepiej wpływa na moją formą.
Akceptujesz alkohol?
Szczerze, to nie jestem fanem alkoholu. Jasne, zdarza się wypić lampkę wina czy jedno piwo po meczu, ale mój organizm więcej alkoholu już nie akceptuje. Poza tym jesteśmy sportowcami, nasze organizmy są wrażliwe na takie używki i musimy przede wszystkim myśleć o swojej formie i zdrowiu.
Jak powiedziałeś w wywiadzie dla oficjalnej strony znasz bardzo dobrze kilka języków. Gdzie zdobyłeś te umiejętności?
Dzisiaj angielski zna praktycznie każdy, to obowiązek w dzisiejszych czasach rozmawiać w tym języku. Znam oczywiście słoweński jako mój ojczysty język, znam chorwacki i serbski. Wszystkie te języki są do siebie podobne, więc łatwo było mi się ich nauczyć.
A polski jest podobny do słoweńskiego?
Do słoweńskiego nie bardzo, ale za to trochę do chorwackiego, szczególnie niektóre słowa np. „do widzenia”, tak samo jest po chorwacku. W słoweńskim języku podobne słowa mają jednak zupełnie inne znaczenie, np. „szybko” w języku słoweńskim oznacza „słaby". Ucząc się polskich wyrazów praktycznie zawsze muszę szukać innego znaczenia, mimo że słowo to w jakiś sposób znam.
Masz rodzinę w Chorwacji czy Serbii?
Nie, nie. Po prostu kiedyś to też była Jugosławia, wychowywałem się jeszcze trochę w byłej Jugosławii, więc wszyscy mówili podobnie, stąd ta znajomość i chorwackiego i serbskiego. Jak byłem mały mieszaliśmy z rodziną we Włoszech, więc od małego oglądałem telewizję po włosku, miałem kontakt z tym językiem na co dzień, oglądałem bajki po włosku. Będąc małym szybko nauczyłem się. Mój tata nadal pracuje we Włoszech. Francuskiego uczyłem się w szkole, rozumiem wszystko, czasem mam problem jednak z wymową, te wszystkie „he” „eę” są trudne do wymówienia. I znam także trochę hiszpański, bo jest podobny do włoskiego.
Masz także skończone studia.
Tak, to prawda. Studiowałem „advance study” było to połączenie ekonomii, polityki, socjologia, to był taki multidyscyplinarny kierunek. Skończyłem w czerwcu mam „diploma”. Jak to się nazywa po polsku?
Magister.
Nie, to jeszcze nie magister. W Słowenii mamy najpierw diploma, potem magister, doktor itd.
To w sumie tak jak w Polsce, tylko zamiast diploma, to mamy licencjat.
O to mam licencjat (śmiech). Jestem chyba trzecim, czy czwartym piłkarzem w Słowenii ze skończonymi studiami. Nie wiem jak jest w Polsce, czy profesjonalnymi piłkarze łączą naukę z grą.
Nie, w Polsce jest podobnie, zazwyczaj na maturze się kończy.
Tak samo jak w Słowenii. Trudno jest pogodzić piłkę z nauką. Ja swoją przygodę z piłką zacząłem w wieku ośmiu lat. Całe moje dzieciństwo wypełniała piłka i szkoła. Wracałem ze szkoły, jadłem obiad i szedłem na trening i tak cały czas. Bardzo możliwe, że gdybym w wieku dwudziestu lat poszedł do lepszego klubu, to nie udałoby mi się skończyć tych studiów.
Widać po Tobie, że jesteś tutaj szczęśliwym człowiekiem.
Wiesz czasem w życiu jest tak, że albo masz to szczęście, albo go nie masz. Mieliśmy bardzo trudne ostatnie dwa lata zarówna ja, jak i moja cała rodzina. Od kiedy tutaj przyszedłem uważam, że szczęście do mnie wróciło, zaczyna się wszystko bardzo dobrze układać, teraz jestem w końcu szczęśliwy i to najważniejsze, tak samo jest w przypadku moich najbliższych.
Rozmawiał: Maciej Łukaszewicz