
Porównując statystyczne jedenastki z sezonu mistrzowskiego, rundy jesiennej i prawdopodobne niedzielne zestawienie nie było pomiędzy tymi okresami szalonych rewolucji. Zamiast Douglasa gra podobnej klasy, czy nawet odrobinę słabszy Kadar, Kownacki ze względu na wiek gra bliźniaczo nierówno jak cała drużyna, a Tetteh to uzupełnienie niższej klasy niż Hamalainen. Kontuzji nabawił się ostatnio Nicki Bille, który mógł być rozpatrywany jako poważne zagrożenie, a Hiszpan Sisi w meczu z Podbeskidziem zagrał na tak niskim poziomie, że prawdopodobnie będzie wygrzewał wygodne miejsce na ławce rezerwowych. Ciężko nie zauważyć więc, że zagra przeciwko nam drużyna, która potrafiła w półtorarocznym okresie dostawać baty i okupować strefę spadkową, wygrywać mistrzostwo i pokonać na wyjeździe Fiorentinę. Tą ekipę stać na wszystko, co daje nam skazywanym na porażkę pierwsze światełko w tunelu.
Poza Duńczykiem kontuzjowany jest Marcin Robak, a pełniący funkcję snajpera Kasper Hamalainen już od dawna występuje w barwach stołecznej Legii. Ciężar egzekucji w niedzielę spada więc na barki Dawida Kownackiego. 18-letni reprezentant Polski do tej pory nie słynął z regularnej bezwzględności i bezwzględnej regularności i wciąż biega po boiskach Ekstraklasy z ciężarem "wonderkida" na barkach. Może ten brak strzelb na szpicy sprawi, że do zatrzymania ofensywy Kolejorza w zupełności wystarczy podwajanie skrzydeł i brutalny Góral przeciwko zdolnemu Linettemu? Niestety to kolejny argument 50/50. Nic w pojedynkach Lecha z Jagą nie dawało się okreslić jako jednoznaczne.
Z drużyną zapoznał się o wiele lepiej Burliga, Jagiellończycy wciąż podrażnieni porażką w Warszawie, a środowe zwycięstwo w sparingu dało dodatkowej pewności siebie. Nie ma chyba lepszego miejsca na niespodziankę niż Bułgarska. Lech pod presją radził sobie średnio (chociażby majowa porażka z nami), a teraz są zaledwie odrobinę lepsi niż jesienią, gdzie też ledwo wydusiliśmy u siebie trzy punkty. Może kontry zaczną się kleić jak za dawnych czasów i zupełnie niespodziewanie wyjedziemy z Poznania z tarczą?

Widać to po meczu z Legią, którego analizować nie ma sensu. Widać też po meczu ze Śląskiem, który miał być poważną klasówką dla Żółto-Czerwonych. Bardzo mało podań i tylko 56% CELNYCH ZAGRAŃ(!). Jedyny aspekt warty odnotowania to 7 celnych i 17 niecelnych uderzeń na bramkę Pawełka. Trzeba jednak brać pod uwagę, że 4 celne uderzenia to akcje bramkowe wraz z genialnym pluciem piłką i dobitkami. Można w ten sposób wygrać jedno-dwa spotkania, ale nie ma szans regularnie punktować. W poprzednim sezonie byliśmy minimalistami, ale precyzyjnymi minimalistami. Każda kontra była dokładnie zaplanowana, a zawodnicy w 100% wykorzystywali swoje atuty. Będę szczęśliwy jeśli o 17:30 wypluję słowa, które zaznaczyłem w tezie.
Droższa jedenastka, reprezentanci, byli reprezentanci i kandydaci na reprezentantów to jedno. Kocioł na Bułgarskiej to drugie. Nie było sezonu, kiedy przyjeżdzaliśmy do Poznania w roli faworyta. Teraz bukmacherzy myślą nieinaczej. Papiery na zwycięstwo zalaminowane są porażką w Bielsku-Białej. Lechowi nie wypada z nami przegrać, bo dla kibiców i działaczy oznaczać to będzie powolne widmo powrotu kryzysu z jesieni. Nie wiem, czy ciśnienia Kolejorza nie będzie można z powodzeniem porównać do tego, które uświadczyła Legia na Łazienkowskiej.
Ostatni ligowy podział punktów, to mecz 15 lat temu na zapleczu Ekstraklasy (!). Ostatnio powołując się na historię wykrakałem pogrom na Łazienkowskiej. Tutaj da się wykrakać tylko remis, który byłby korzystny, więc wykrakam go z przyjemnością. W meczach obu drużyn zawsze padało sporo bramek, a z Bułgarskiej wywoziliśmy już "leżącego Krzysztofa Barana", "Wielkiego Patryka Tuszyńskiego" i "Alexisa z dystansu". Mam nadzieję, że w niedzielę powstanie kolejna ikoniczna figura tychże starć.

Maciej Rogowski
3:0
-:-