Pierwsza połowa obfitowała w sytuacje dla Jagiellonii. Kolejnej setki nie wykorzystał Fedor, Grzelczak dwa, lub trzy razy trafił w sektor gości, a Pogoń zagroziła Drążkowi tylko raz, i to na samym początku spotkania. Była sytuacja zbliżona do rzutu karnego, ale niestety nie ma jej w skrócie a z wielką chęcią zgifowałbym ją i pokazał w zwolnionym tempie. Sędzia Stefański wyglądał jednak na zagubionego w akcji i nie raz gwizdał wczoraj zupełnie odwrotnie niż powinien. Jedyne czego żal w sytuacji z "karnym" to brak sędziów na linii bramkowej. Taki osobnik widziałby fachowym okiem akcję z dwóch metrów. Nie powinien się wtedy pomylić.

Co zabawne druga połowa to praktycznie lustrzane odbicie pierwszej. Podania były na prawie takim samym poziomie skuteczności, podobnie z ich ilością, a także liczbą strzałów, czy fauli. Podobnie jak w pierwszej, ale nie setkę tylko taką 80tkę miał Fedor po GENIALNYM podaniu Mystkowskiego. Z ręką na sercu nie widziałem w ten sposób zagranej piłki od czasów Quintany. Sam Przemek mógł bardzo uatrakcyjnić swój występ bramką, do tego zwycięską, ale nie uderzył piłki w sposób w jaki miał ochotę, co z z resztą przyznał w pomeczowym wywiadzie. Poza tym widać było u niego niesamowity luz jak na 17-latka, pojedynki bark w bark z dwa razy większym Fojutem, czy przekładańce nóg nad piłką budzą prawdziwy podziw. Chyba po raz pierwszy w najnowszej Jagiellońskiej historii gry w Ekstraklasie widzieliśmy na boisku trzech rozgrywająco/skrzydłowych w tym samym momencie. Trzech gości, którzy świetnie operują piłką i nie boją się dryblingów. Byli to oczywiście Alvaro, Mystek i Kostia. Momentami wyglądało to wybornie. Dlaczego musieliśmy przez tyle czasu grać "dzidy na Grzela"? Odpowiedzcie sobie Drodzy Czytelnicy sami, bo ja nie znam odpowiedzi.

Maciej Rogowski
3:0
-:-