
Pierwsza połowa przypominała tą z meczu przeciwko Pogoni. Dużo podań, więcej czasu przy piłce po stronie Jagi. Worek z bramkami wydawał się rozwiązać po kilkunastu minutach. Pierwszą groźną sytuację i jedyny celny strzał w pierwszej połowie oddała jednak Łęczna. W 6 minucie z dystansu uderzał Pitry, a świetną interwencją popisał się Drążek. Co jeszcze warto zanotować z pierwszej połowy? Kilka klepek w wykonaniu Jagiellonii, żółtą kartkę Gutiego i ewidentny rzut karny na Tarasovsie w 23 minucie. Nie jest to pierwszy raz, gdy sędziowie w Ekstraklasie popełniają tak żenujące błędy i warto wziąć to pod uwagę przy ewentualnych nominacjach i degradacji arbitrów chyba, że nie ma niżej nikogo o wyższych umiejętnościach.
Druga połowa wyglądała bliźniaczo podobnie. Na poczatku drugich 45 minut było o wiele gorzej. Jagiellonia z trudem przedzierała się w pole karne przeciwnika. Z pomocą przyszła jednak niefrasobliwość obrońcy Górnika. Damian Jakubik zdobył w 67 minucie drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartkę. Żółto-Czerwoni przycisnęli o wiele mocniej mimo, że widać było w nich wyraźny spadek słupków życia. Kiedy wydawało się, że mecz zostanie drugim bezbramkowym remisem z rzędu to z pomocą przyszedł Kostia. Przekładając piłkę na lewą nogę zdjął pajęczynę z siatki bramki Górnika i uratował "Pszczołom" trzy punkty! Warto wcześniej zanotować jeszcze uderzenie Rafała Grzyba w poprzeczkę, które równie dobrze mogło zostać ozdobą spotkania.


Maciej Rogowski
3:0
-:-