Jagiellonia wyrasta na największego frajera ekstraklasy. Co prawda wygrała z Arką w Gdyni 3:0, ale przeciwnikiem był najgorszy zespół w lidze. Natomiast u siebie w żałosnym stylu przegrała 0:1 z beniaminkiem Rakowem, który grał piach, a ostatnio zremisowała z Zagłębiem 2:2, prowadząc do 70. minuty 2:0. Co za głupota.
W obecnym stanie rzeczy obawiam się, że 100-lecie Jagiellonii obejdzie się bez wisienki/truskawki na torcie, a i z upieczeniem samego tortu będzie bardzo ciężko.
Prezes Kulesza robi zakupy na Bałkanach, w Czechach, w różnych innych krajach, ale w Polsce najmniej. Ta grająca wieża Babel nie rozumie się nawzajem na boisku, zwłaszcza w akcjach obronnych, nie rozumie co przekazuje im trener Mamrot w czasie meczu czy też na treningach. Szkoleniowiec mówi do nich przez tłumacza, nie wiadomo więc, jaki przekaz docelowo trafia do świadomości rycerzy zaciężnych. Co innego jak rozumiesz trenera bezpośrednio, a całkiem co innego gdy przez protezę.
Musi, powtarzam, musi nastąpić repolonizacja drużyny Jagiellonii. Trzeba rozparcelować Bałkany i nasycić skład większą ilością rodaków, aby to oni – rozumiejąc założenia taktyczne – narzucali styl gry – jeśli chcemy pozostawić na stanowisku obecnego trenera. Żeby jego słowa przyjmowali ze zrozumieniem. A jeśli nie, to trzeba im dać trenera z Bałkanów. Tak czy inaczej, wzajemne świetne zrozumienie pomiędzy zawodnikami a trenerem jest to podstawa i temu chyba nikt nie zaprzeczy.
Ale oprócz rozumienia, trzeba jeszcze chcieć. A z tym jest różnie, jeśli posłuchać plotek rozpuszczanych przez złośliwców z miasta, którzy twierdzą, że widzieli tę czy inną naszą gwiazdkę w niedwuznacznej sytuacji rozrywkowej. Piłkarze Jagiellonii mają u nas jak u Pana Boga za piecem. Jeśli wszystko jest w miarę, to okej, czemu nie, ale jeśli z przesadą, i tuż przed meczem, to by wyjaśniało zadziwiające wahania formy zawodników i zupełny brak ochoty do gryzienia trawy i umierania za klub czy też za Białystok. I na to jakoś nie widzę lekarstwa, jakie na przykład kiedyś skutecznie stosował trener Probierz w stosunku do Grosickiego, dzięki czemu można było później wypromować Kamila do europejskiego poziomu w piłce nożnej.
Wygląda więc na to, że nasz nie gorszy od poprzednika następca trenera Probierza wyczerpał już jednak swoje możliwości dydaktyczne, dyscyplinarne, językowe i taktyczne i zaczyna gonić w piętkę. I popełnia coraz więcej błędów. W ustalaniu składu wyjściowego ze zbyt dużym przywiązaniem do niektórych nazwisk, w ustawieniu zawodników, w taktyce dostosowanej/nie dostosowanej do danego rywala, w zmianach podczas meczu.
Gdy możliwości trenera w stosunku do zespołu się wyczerpują, to niestety trzeba go zmienić, choćby był najlepszy. W naszym przypadku, trzeba poszukać bardziej lingwistycznego i z silniejszym charakterem dominującym. Żeby zawodnicy nie srali mu na głowę. Oraz włączyć do składu więcej Polaków. Wtedy być może pojawi się szansa na uratowanie jubileuszowego tortu, a może i nawet wisienki/truskawki na jego zwieńczeniu.
Do tego artykułu odwołam się za 10 miesięcy, w maju 2020, kiedy to będziemy rozkminiać przyczyny klęski/braku spektakularnego sukcesu na 100-lecie klubu Jagiellonii Białystok.
Czop
0:0
-:-